Trinidad to dziewczyna

Trinidad to napewno dziewczyna. Drobna, ubrana w kolorowe budynki. Oczy schowane za firanami żelaznych rzęs, pobłyskują turkusem, błękitem, ciemnym petrolem. Trinidad to dziewczyna przepełniona światłem. Kokietuje ciebie na każdym rogu, zachęcajac cię do ubrania jej kolorowych sukienek, szytych zręcznymi rękami kobiet Trinidadu. Jej czerwona ceglana czupryna pobłyskuje radośnie z każdego zaułka.

Trinidad to właściwie nie miasto, ale mała mieścina nisko zabudowanych, kolorowych domków. Schowana przed wiatrem za plecami Sierra Escambray, mruga do ciebie kolorowymi powiekami okien, zawodzi śpiewem słowików. Trinidad kocha słowiczy szczebiot. Słodkie kwilenie umila każdy wieczór i ranek krętych kolorowych uliczek o bardzo wysokich chodnikach. Wczesnym porankiem głosy słowika mieszają się z jednostajnym odgłosem pojękującej szczotki, szorującej przeddomowe krawężniki. Drewniane  bujaki postękują zza uchylonych drzwi , a tonące w zieleni ganki i ogrody zapraszają   rzewnym odgłosem saksofonu. Trinidad  jest okrzyczaną oficjalnie pięknością Kuby już od 1950 roku. Jej piękna,  drobna, niska sylwetka budynków niezmienia się od lat. W 1988 roku UNESCO zapisało Trinidad na listę  światowego dziedzictwa kultury.   Jej wdzięk  ukryty  w labiryncie ulic, odbija się w nierównej brukowej kostce skwerów. Nierówne kocie łby miały ułatwić spacery, kulejącemu burmistrzowi miasta, tak mówi leganda. W rzeczywistości to jeden z pierwszych, typowych  „systemów kanalizacyjnych”.

Gorące serce Trinidad to Plaza Mayor bije dzwonami Iglesia Parroquial de la Santisima Trinidad. Trinidad jest głęboko wierzącą katoliczką. Niedzielne msze rozbrzmiewają tu  muzyką organów, marakas i gitar.

Cieżka praca niewolników na polach cukrowych w XVIII i XIX wieku, ozdobiły Trinidad w dworki i kościoły i uczyniły ją na długo piękną i bogatą.

Nie mieszkam w samym Trinidad. Mieszkam przy białej plaży – Playa  Ancon, w uroczym hotelu zbudowanym na wzór Trinidad. Do centrum Trinidad dojeżdżam codziennie 12 km autobusem.  Dni mijają na brodzeniu w turkusowej odchłani karaibów,  na odkrywaniu tajemnic Trinidad i poszukiwaniu Barbaro.

Przemierzam Trinidad skrupulatnie  od ulicy do ulicy. Szukam Barbaro. Barbaro to przyjaciel Pedro z czasów studenckich. Pedro i Barbaro studiowali razem w Dreźnie. Pedro od niedawna mieszka w Niemczech. Barbaro w Trinidad. Pedro – to były burmistrz miasteczka Cardenas.  Jeszcze przed 4 laty pracował w jednym z 5- gwiazdkowych Hoteli w Varadero. Potem się zakochał. Na Kubie miłość rodzi się i dojrzewa bardzo szybko. Pedro poznał piękną Basię i zmienił  kubańskie słońce na niemiecką szarość. Barbaro o tym nie wie.  Pedro pisze  do niego długi list. Ja mam ten list doręczyć. Wszystko wydaje się raczej proste. Adres widnieje na białej kopercie. Wszystko „wydaje się raczej proste” ….. ale ja już od trzech dni błądzę ulicami Trinidad. Adres nie jest  dokładny –  Barbaro syn Martineza. Tak! każdy go zna. I pewnie to mój ubogi hiszpański, albo uprzejma kubańska gotowość udzielenia jakiejkolwiek odpowiedzi prowadzą mnie wciąż do złych drzwi. Nie wiem czy my   jako Polki mamy  jedną wspólną cechę? czy mamy może też wiele wspólnych cech … wiem, że jesteśmy „zadaniowe” …. wiem , że będę tak długo snuć się ulicami Trinidad, aż znajdę Barbaro. I chociaż teraz to tak jakoś  dramatycznie  i stanowczo brzmi, to ta biała koperta w moim plecaku jest przewodnikiem po kolorowych zakamarkach Trinidad.

Pretekstem do codziennych powrotów, pretekstem do zagadnięcia dzieciaków, pretekstem do pogapienia sie w podwórza . Podczas tych poszukiwań odwiedzam Museo Romatiko w pałacyku Brunet z 1740 roku (coś dla miłośników misternej porcelany), Museo Historico Municipal , wspinam sie na kościelną wieżę, dowiaduję się o wtorkowej wielkiej Fieście u stóp Plaza Mayor.

 

Porankiem nasłuchuję śpiewom słowików, ich klatki zdobią okna domów Trinidad,(Posłuchaj!) kupuję zwiewną rącznie dzierganą  sukienkę (Zobacz! najciekawszy rynek rękodzieł) , tańczę w tłumie na Plaza Mayor (Daj się porwać!) i  pewnego popołudnia znajduję  Barbaro.   Znajomość – jakby inaczej! – pieczętujemy Rumem  – Ron de Cuba 7 anos (Spróbuj! nigdzie nie smakuje lepiej!) – wśród Las Cuevas ( 1 km od centrum) z widokiem na piękną Trinidad i na głęboko zielononiebieskie morze .

Panowie w moim Hotelu dostrzegli, że podróżuję samotnie.

Panowie bywają nie tylko uciążliwi ale i bardzo przydatni ….. i tak gdyby nie Greece nie miałabym ani jednego,  uwieńczonego  na fotografi wspomnienia, ze mną w roli głównej, o zachodzie słońca…… a tak mam!, gdyby nie Alejo opłacony za lekcje Salsy siała bym pietruchę na tanecznych hotelowych potańcówkach, albo co gorsza ….. deptał by mi po palcach jakiś inny turysta! Gdyby nie Iran nie dotarłabym do miejsc, w których się roi od jeży i gwiazd morskich, bo było za daleko i za bezludnie. Nigdy też nie zapomnę smaku świeżych migdałów, które Iran rozłupywał na plaży. Gdyby nie Jorge, wlekłabym się do lotniska godzinami  – oj Panowie !!!! wielkie dzięki !!! – blondynka w potrzebie 😉

 

P.S  Iran, Greece  to męskie imiona. Na Kubie panuje ogromna  różnoroność  imion. Wiele imion pochodzi od nazw państw lub miast. Trinidad to naprawdę imię dziewczyny.

4 Comments

  1. ale pięknie, chyba zostanę tu dłużej 🙂

    Polubione przez 1 osoba

    1. Dziekuje, za usmiech

      Lubię to

  2. Kuba od dawna jest jednym z miejsc, które postanowiłam, że kiedyś odwiedzę, a teraz czuję jakbym już tam częściowo była dzięki Twojemu artykułowi i czuję jeszcze większą potrzebę polecenia tam!

    Lubię to

    1. Dziekuje😀 a….. tak koniecznie….musisz…jesli mozesz😀 tam poleciec….zerknij na inne artykuly o Kubie moze cie jeszcze bardziej zainspiruja😀

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s