Hanabanilla piosenka wiatru

Taksówka podskakuje na wyboistej drodze. Decyduję się na okrężną drogę w kierunku Trinidad. Już widzę jak podśmiechujesz się ze mnie ….że znów….. daję się wygodnie obwozić. A potem snuję opowieści o dalekich podróżach.  Jako pedagog pracuję, orientując się na  ressoursach. I po prostu potrafię lepiej zorganizować szofera niż poprowadzić samochód. Drogi szerokie, to znowu bez przyczyny zupełnie wąskie tak tuż nad przepaścią,  wyboiste bez drogowskazów. Nie dowierzam technice. Nie dowierzam samej sobie. Nie chcę ugrząść gdzieś w kniejach. Ostatecznie nikomu nie chce udawadniać jaka to ze mnie bohaterka.

Z za okien taksówki prawie wrogo spoglądają masywne stocza   Sierra Escambray. Sierra Escambray ze szczytem  Pico San Juan  (1100 n.p.m) jest  drugim, po Sierra  Maestra ( w Oriente)  co do wielkości,  pasmem  gór. Lazurowe wybrzeże ustępuje miejsca zieleni wodospadów w okolicy Topas de Collantes .

Nie sposób tu dotrzeć komunikacją miejską. Milczący  taksówkarz rozgaduje się na widok bunkrów ukrytych w lasach. I znów obieciecuję sobie, że będę wkuwać hiszpański bo łapię opowieści tylko z urywków, a komunikacja grzęźnie po paru wzmiankach o walkach partyzanckich czasów rewolucyjnej Kuby w lasach Topas de Collantes. Zieleń za oknem intensywnieje. Trasa z Cienfuegos do Trinidadu z przystankiem nad jeziorem Hanabanilla to „pst”…  –  to  sekret . Niewielu turystów przedziera się tu przez  gąszcz drzew pomarańczy, palm i bananowców.  Niewielu dociera do komunistycznego klocka  „funduszu wczasów pracowniczych” ukrytego w dolinie  wysokich traw i przepastnych gąszczy. Hotel – klocek w pastelowych wypłowiałych  kolorach nie zachęca miłośników 4 – gwiazdkowych Hoteli. Mnie nie przeraża odpadający gdzie niegdzie tynk, czy pojedyncze pohukiwanie rzemieślniczych młotków. Taksówka zatrzymuje się daleko od hotelu. Taksówkarz i pracownik hotelu, w milczeniu  na zmianę taszczą moje bagaże przedzierając się przez zarośla.

Wiatr zawodzi swoją pieśń w pasmach moich włosów w łodygach traw. Pusto tu. Tylko ten wiatr delikatnie poruszajacy koronami palm w oddali i szeleszczący liśćmi zielonych zagajników. Tafla jeziora też tańczy jego oddechem. Wokół cisza. Tak nietypowa dla Kuby. Olbrzymie okna Hotelu spoglądają na jezioro. Rozpakowuję się   nieśpiesznie.

Melodia wiatru wycisza moją duszę.  Obiad pizza. Taka serowa, gruba kubańska. Kosztuje grosze. We foyer minęłam zbłąkaną parę z Argentyny . Wydawali się być szczęśliwi i zaskoczeni panującą tu  ciszą.  Siedzę nad brzegiem jeziora, na środku drogi, w środku kubańskiego życia  ot tak po prostu!. Czuję się bezpiecznie. Słońce chowa się za chmurami , żeby zaraz potem zniknąć za horyzontem gór.

 Hernandez miejscowy przewodnik umawia się ze mną na spacer po górach.Wiatr pogwizduje cichutko zamykam oczy i nasłuchuję ten uspakający szelest Matki Natury.

Hernandez jest małomówny . Na szczęście. Oprowadza mnie po okolicznych wioskach i zaroślach upewniając się dwa razy czy to właśnie dzisiaj chcialam z nim wyruszyć w góry. Tak, tak potwierdzam. A on tak na mnie jakoś z niedowierzaniem zerka. Ale wspinamy sie powoli coraz wyżej i wyżej. Kiedy kolejny raz grzęznę w błocie strumyka, uzmysławiam sobie, że moje srebrne sandałki nie są najlepszym obuwiem do wspinania się po górach. Pochmurny Hernandez nawet się teraz  uśmiecha , no właściwie on  śmieje się ze mnie!  Odbiera mi kolorowy plecaczek, zmiejsza tempo i zrywa dla mnie pomarańcze . Spędzamy w górach wiele godzin.  Roślinność tryska zielenią. Zielone sansewerie, zdobiące w latach 70 – tych prawie wszystkie polskie parapety, są tu w domu.

Na brzegu jeziora młody chlopak Juan pyta czy nie chciałabym zwiedzić wioski po drugiej stronie  jeziora i  zjeść kolacji  u jego mamy.  Juan ma 17 lat. Jest jedynym synem Dolores. Starą łódką wypływa popołudniami na jezioro czasami złowi rybę czasami turystę.Koszt wyprawy 10 Euro. Umawiam się z nim na wieczór,  upewniając się w recepcji czy Juan to Juan i czy to dobry pomysł?. Dolores przyjmuje mnie rodzinnie i serdecznie. Spędzam z nią przemiły wieczór. Pokazuje mi dumnie swój dom i cale gospodarstwo.  Małe świńki pochrząkują radośnie zakłócając od czasu do czasu wieczorną melodię cykad. Wieczorny wiatr pachnie wilgocią ziemi.

Weekend.  Hotelowy basen zapełnia się miejscową ludnością. Hotelowy Night Club zaprasza kolorowymi plakatami na Noche Spezial. Teraz wiatr rozdmuchuje salsę i radosne okrzyki pluskających się dzieci.

Wieczorem, zaprawiona zielonym Mojito, w  zwewnej suknience idę na spotkanie z wiatrem. Jego podmuch uderza we mnie głośnym regatonem  i śmiechem rozbawionej miejscowej ludności. Daję się porwać naporowi, rozgrzanego powietrza sali tanecznej. Ciepły oddech nocy pozostawia na policzkach tańczących  różowy blask.

4 Comments

  1. Przepiękna ta twoja piosenka, czytając czułam się jakbym sama tam była. Cudownie

    Polubienie

    1. Za pare dni Trinidad, a tam…..tez zawieje cie twoj wiatr!😀 dziekuje

      Polubione przez 1 osoba

      1. Czekam niecierpliwie ! Ty jesteś trochę jak Vivien z Czekolady😉. Czarownica wiatru!

        Polubione przez 1 osoba

      2. A ta historie musisz mi koniecznie opowiedziec😀

        Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s