Lany poniedziałek

Nigdy nie lubiłam lanego poniedziałku. W dużych robotniczych miastach polewanie wodą panien małych i dużych urastało do polowania na dzicz. Lano wiadrami z góry, z bramy – przejść  przez miasto na „sucho” w ten zwykle chłodny poniedziałek, graniczyło z cudem. Wojna na jajka sikawki sprawiała  radość wszystkim, panowie z perfumką, finezyjnie opylający „ofiary” – nie cieszyli się już taką popularnością. Kobiety w świątecznym kołowrotku pomiędzy rosołkiem, myciem garnków, wizytą, rewizytą omdlewały nie z zachwytu ale od wrzasków przekochanych dzieci i zapachów wód toaletowych.Dziś już nie mieszkam w dużym mieście, nikt tu gdzie mieszkam nie zna tradycji  langego poniedziałku.Moje dziecko byłoby zapewne zachwycone tą tradycją i biegałoby z jajkiem sikawką od rana.Tymczasem jeszcze śpi. Ciszo błogosławiona! Jakie plany na dziś? W moim sportowym studio – mały event – ZUMBA ( jak mówi moja mama „event dla bezbożników”!) więc ja „bezbożnik” – wielbię Boga  jadąc  w mżawce na  rowerze. Jestem MU wdzięczna za ten mglisty poranek, za moje siły, za tulipany, które mijam w drodze, za prawo wyboru. Wczoraj się modliłam, dziś  bedę się wyginać  do latynowskich rytmów. I wiecie co? Sala pełna dziewczyn, nawet trzech panów podskakuje z zapałem i uśmiechem na twarzy. Czy można lepiej wyrazić RADOść ?! –Alleluja!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s