Cayo Guillermo – za kurtyną Kuba

9 godzin lotu, niekonczończąca się odprawa na lotnisku, wieczór w Varadero. Dziecko zaczyna marudzić, a ja muszę jeszcze zorganizować jakiś przewóz na wyspę. Zastanawiam się czasami jak ja sama potrafię sobie skomplikować życie?. Wciąż muszę zobaczyć więcej i obowiązkowo być tam gdzie jeszcze nie byłam. Trzeba było wyłożyć dupsko w Varadero na ciepłym piachu dać się zabawić animatorom, sączyć jeden Mojito za drugim, zaliczyć parę standartowych wycieczek, wrócić do domu znudzona,  spasiona i po urlopie. Nie ja  muszę zobaczyć więcej i jeszcze więcej i tak się umęczyć, żeby wrażenia zobaczonych miejsc, oparły się nawet starczej demencji. Jako blondynka – turystka…